Zanudzeni na śmierć
Czy kiedykolwiek czułeś, że masz wszystko – niekończącą się rozrywkę na wyciągnięcie ręki, jedzenie dostarczane pod drzwi, wygody niewyobrażalne zaledwie kilka pokoleń temu – a mimo to czegoś głęboko brakuje? To dręczące uczucie pustki, ten niski szum niezadowolenia? Jeśli tak, to nie jesteś sam. To nie tylko indywidualny niepokój; to podstępny stan współczesnego życia w zamożnych społeczeństwach, który może mieć konsekwencje znacznie większe, niż zdajemy sobie sprawę, kształtując naszą psychikę, a nawet naszą politykę.
Wymieniliśmy zdarte kolana i prawdziwe trudności na… cóż, na nudę. Stary filozof Schopenhauer mógłby się uśmiechnąć, zauważając, że życie jest często wahadłem między bólem a nudą. Czy znacząco redukując fizyczny ból i zmagania poprzez postęp, nieumyślnie wzmocniliśmy pustkę? Ciągły strumień cyfrowych “treści”, kolejny zastrzyk dopaminy z powiadomienia, łatwe i szybkie przyjemności – to wypełnia czas, ale czy spełnia nas? Wydaje się, że im więcej mamy, tym szybciej wszystko się nudzi, pozostawiając nas niespokojnymi i szukającymi kolejnej dawki przyjemności.
Niebezpieczeństwo pustych godzin
Historycznie rzecz biorąc, przywódcy społeczeństw zawsze byli nieco zaniepokojeni tym, że ludzie mają zbyt dużo wolnego czasu. Pomyśl o “chlebie i igrzyskach” w Rzymie – sposobie na zajęcie i zapewnienie posłuszeństwa mas. Albo o purytańskim zapale do ciągłej pracy, wynikającym z obawy, że bezczynność prowadzi do występku. Nawet redukcja dni wolnych od pracy w industrializującej się Wielkiej Brytanii wynikała z obawy przed tym, co ludzie mogliby robić, gdyby nie byli zajęci.
Ten “problem wypoczynku” nie polega tylko na zapobieganiu psotom; chodzi o to, co dzieje się z ludzkim duchem, gdy nie jest zaangażowany. Przeskoczmy do dziś: godziny pracy generalnie się zmniejszyły, a dla wielu sama praca wydaje się mniej znacząca. Sondaże Gallupa konsekwentnie pokazują rosnące oderwanie od pracodawców i brak związku z misją firmy. Jeśli praca nie zapewnia już tego poczucia celu, które kiedyś mogła dawać, presja spada całkowicie na nasz czas wolny, aby zapewnić sens, więź i spełnienie. Lecz czy jesteśmy na to przygotowani?
Wypełnianie pustki: od maratonów netflixowych do nihilistycznych ruchów
Więc co robimy z tym wolnym czasem i ukrytym niepokojem? Często sięgamy po najłatwiejsze opcje: uzależniającą, sensacyjną rozrywkę, która wymaga niewiele, ale daje jeszcze mniej w zamian. To mentalny fast food – chwilowo satysfakcjonujący, ale ostatecznie pozostawiający nas niedożywionymi.
Ale czasami pustka domaga się czegoś potężniejszego. W tym miejscu sprawy stają się społecznie i politycznie ryzykowne. Kiedy ludzie czują się puści, sfrustrowani swoim życiem i odłączeni od poczucia własnej wartości, stają się podatnym gruntem dla masowych ruchów. Pomyśl o wzroście spolaryzowanych, “bardzo internetowych” plemion politycznych i ideologii. Często chodzi mniej o konkretne doktryny, a bardziej o potężną psychologiczną przyciągającą siłę:
- Przynależność: Ruchy oferują natychmiastową wspólnotę i tożsamość.
- Cel: Zapewniają narrację, bohaterów, złoczyńców i poczucie walki o coś znaczącego.
- Samotransformacja: Przyjęcie tożsamości ruchu pozwala jednostkom odrzucić własne “ja”, z którego są niezadowolone.
Eric Hoffer dziesiątki lat temu, zauważył, że te ruchy rozkwitają na frustracji i pogardzie do samego siebie. Kiedy czujesz się pusty w środku, przywiązanie się do potężnej zewnętrznej sprawy, charyzmatycznego lidera, a nawet radykalnej tożsamości może wydawać się zbawieniem. Ironia? Te ruchy często przyciągają nie prawdziwie ubogich (którym brakuje czasu i zasobów), ale tych, którzy mają pewną ilość wolnego czasu i zasobów, a jednak cierpią na głęboką wewnętrzną pustkę. Znajdują dziwną wolność w oddaniu swojej indywidualności – wolność przynależności, ale także, co przerażające, wolność od osobistej odpowiedzialności za ekstremalne przekonania lub działania.
Tworzenie sensu życia
Czy stare ostrzeżenia dotyczące bezczynności sprawdziły się? Być może, ale może to samospełniająca się przepowiednia. Społeczeństwo obsesyjnie skupione na etyce pracy i indywidualnych osiągnięciach ponad wszystko naturalnie nie uczy swoich obywateli, jak kultywować bogate życie wewnętrzne ani jak mądrze korzystać z wolności. Dobra wiadomość? Narzędzia nie są nowe. Starożytna mądrość podkreślała trwałą wartość:
- Przyjaźni i wspólnoty (Epikur)
- Kontemplacji i głębokiego myślenia (Arystoteles)
- Sensownej służby innym (Cyceron)
To właśnie te rzeczy są niszczone przez naszą obecną epokę samotności, rozproszenia i sztucznie wywołanego oburzenia. Odzyskanie ich wymaga świadomego wysiłku. Wymaga rozwinięcia “etyki wypoczynku” – nauczenia się odróżniania ulotnego podniecenia od trwałego spełnienia, płytkiej rozrywki od prawdziwej sztuki czy wglądu. To wymaga praktyki, dyscypliny i być może zmiany naszych priorytetów edukacyjnych.
Przez zbyt długi czas edukacja skupiała się na produkowaniu “kapitału ludzkiego” dla gospodarki. Przykładem był okres wszechobecnego promowania nauki programowania. Ale co z kształtowaniem wszechstronnych obywateli zdolnych do krytycznego myślenia, emocjonalnej samowystarczalności i znajdowania sensu poza swoim stanowiskiem pracy? Inwestowanie wyłącznie w nauki ścisłe, pozwalając jednocześnie na zanik nauk humanistycznych, wydaje się niebezpiecznie krótkowzroczne, gdy nasze największe problemy mogą wynikać z kryzysu sensu, a nie braku umiejętności technicznych.
Odziedziczyliśmy niesamowitą wolność i obfitość. Wyzwanie polega teraz nie tylko na ich utrzymaniu, ale na nauczeniu się, co z nimi zrobić. Marnowanie ich na puste rozproszenia i dzielące ideologie wydaje się marnotrawstwem.